Wieluń - forum, informacje, ogłoszenia

Filozofia/Religia/Etyka - Antyklerykalizm. czy systematyczna walka z KK c.d.?

Zygmunt Stary - 2008-02-09, 16:45
Temat postu: Antyklerykalizm. czy systematyczna walka z KK c.d.?
Cytat:


NASZ DZIENNIK


Sobota-Niedziela, 9-10 lutego 2008, Nr 34 (3051)

Dział: Myśl jest bronią


Pierwsza kampania antykatolicka

Jan Maria Jackowski
Ataki Joanny Senyszyn na Kościół, seanse nienawiści w stosunku do o. Tadeusza Rydzyka i Radia Maryja czy inne nasilające się ostatnio działania antykatolickie i antyklerykalne nie są niczym nowym. Odwołują się do wzorów "sprawdzonych" w przeszłości. Są też fragmentem większej całości. Ostatnie wydarzenia związane z akcją radykałów laickich przeciwko obecności Benedykta XVI na Uniwersytecie "La Sapienza" oraz toczona od kilku lat wojna z katolicką tożsamością Hiszpanii przez socjalistyczny rząd Zapatery nie pozostawiają złudzeń, że mamy do czynienia z szerszym działaniem.

By lepiej zrozumieć obecne strategie dechrystianizacyjne w Polsce, warto przypomnieć metody i styl postępowania z pierwszej po 1989 roku kampanii antykatolickiej w naszym kraju, której nasilenie przypadło na pierwszą połowę lat 90. Uderzenie nastąpiło na kilku płaszczyznach. Jako bezpośrednie działania wymierzone w Kościół prowadzone z zewnątrz (doktryna kruszenia); jako działanie mające na celu rozmydlenie depozytu wiary, ale prowadzone od wewnątrz (doktryna rozmiękczania); przeinaczanie katolicyzmu przez czynniki zewnętrzne i wewnętrzne, co nierzadko ulega wzmocnieniu przez nieuświadomione błędy ludzi wierzących (świeckich i duchownych).

Czerwona międzynarodówka
Straszliwa spuścizna komunistycznego "antykościoła marksistowskiego" i ogrom aparatu władzy, jaki był zaangażowany w przymusowe ateizowanie społeczeństwa, do dziś jest boleśnie odczuwana. Ze względu na potencjał i skalę oddziaływania pozostawiła znaczne spustoszenia, zwłaszcza w dziedzinie moralności. Generalna strategia polegała na kłamstwie, które sieje zwątpienie, rodzi podziały i uprzedzenia. Nawet zdemaskowane zatruwa ludzką świadomość na zasadzie, ale może "coś w tym jest". Drugim elementem strategii było bezpośrednie zwalczanie Kościoła. Skrytobójstwa, podpalenia, napady, fałszywe oskarżenia, spreparowane wyroki sądowe, areszty i więzienia, gry kombinacyjne polegające na próbach kompromitowania ludzi Kościoła, prześladowania ludzi wierzących, którzy byli traktowani jako obywatele drugiej kategorii, przymusowa i masowa laicyzacja inspirowana oraz prowadzona odgórnie przez administrację partyjną i państwową - to tylko niektóre z metod realizacji celu, jakim było zniszczenie religii.
Tym działaniom towarzyszyło zerwanie konkordatu ze Stolicą Apostolską we wrześniu 1945 roku. Do akcji ateizacyjnej zostały pozyskane te grupy i grupki oraz wpływowe kręgi na Zachodzie, które co prawda przy okazji różnych zakrętów zaczynały kontestować komunizm, ale podobnie jak przyniesiona na sowieckich bagnetach władza uważały, że Kościół jest przeszkodą na drodze "postępu" i "świetlanej przyszłości". Prowadzono zmasowaną akcję propagandową przeciwko "opium dla ludu", nagonki polityczne na Episkopat i upowszechniano wzory bezwzględnej pacyfikacji religii "przetestowane" w Rosji sowieckiej. Mimo to Kościół katolicki w Polsce, dzięki wielkiej modlitwie i zawierzeniu Matce Chrystusowej, mądrej jedności duchowieństwa oraz jego łączności z rzeszami wiernych, których cechowała roztropność i umiejętność odczytania znaków czasu, zachował swoją autonomię i znakomicie zdał jeden z najtrudniejszych w swojej historii egzaminów: potrafił być suwerennym głosicielem Ewangelii w epoce komunistycznej dyktatury.
Prymas Tysiąclecia, Stefan kardynał Wyszyński, przeprowadził Ojczyznę i Kościół przez ciemną noc komunizmu także dlatego, iż wiedział, że każda sprzeczna z prawem Bożym doktryna, antyhumanistyczny miazmat oparty na kłamstwie, sprzeniewierzający się Prawdzie, musi upaść. W tej posłudze Kościoła człowiekowi i Narodowi istotną okolicznością było, że kręgom niechętnym Kościołowi nie udało się rozbić jedności między hierarchią, kapłanami i wiernymi przez uruchomienie skutecznej katolickiej piątej kolumny. Podejmowane próby kończyły się fiaskiem, co wcale jednak nie oznacza, że ta taktyka została zarzucona: bowiem im bardziej Kościół się broni, z tym większą determinacją jest ona stosowana.
Prymas Tysiąclecia miał dar proroctwa, przenikliwą zdolność przepowiadania przyszłości. Nie tylko przewidział upadek totalitarnego systemu, ale również, pośrednio, dawał odpowiedź na pytanie: dlaczego dziś, gdy poprzedni system ulega transformacji, tak bardzo uderza się w Polskę katolicką. Nie sposób nie dostrzec wielkiej obawy centrów szerzenia ateizmu, że z naszego kraju mogą wyjść impulsy, które obudzą wyjałowioną duchowo Europę.
We fragmencie swoich zapisków Stefan kardynał Wyszyński zanotował: "Kościół polski ma swoich wrogów - nie tylko w komunizmie, ale i w masonerii, i w pogańskim kapitalizmie. (...) Masoneria - ta złota międzynarodówka - chce zniszczyć Kościół - 'czarną międzynarodówkę' - z pomocą komunizmu - czerwonej międzynarodówki. Masoneria zamierza rozprawić się i z komunizmem, i z Kościołem. Woli więc, że przed tą rozprawą z komunizmem Kościół będzie zniszczony przez komunistów" (Stefan kard. Wyszyński, Pro memoria, 16.10.1952, w: Znaki Czasu, nr 11, 1988, s. 111).Te słowa sprzed ponad półwiecza nic nie straciły ze swego jasnego realizmu. Komunizm został pokonany, ale obecnie zdaje się tryumfować siła, która w zmienionych warunkach wcale nie rezygnuje w osiągnięcia swych celów. Współczesne ideologie dechrystianizacyjne czerpią ze spuścizny komunizmu, łącząc materializm dialektyczny z materializmem praktycznym. Powstaje mieszanka, którą można określić jako socdemoliberalizm, i nią jest przesycana współczesność. Zwolennicy projektu socdemoliberalnego nie chcą tolerować katolickiej Polski w środku Europy. Nasz kraj stanowi wyzwanie: chrześcijańska tożsamość psuje obraz jednoczącej się na bazie laicyzmu Europy.

Sojusz antykatolicki
Po 1989 roku wielu ludziom wydawało się, że mamy już za sobą ponury okres prowadzonej na nieznaną skalę w dziejach Polski walki z Kościołem. Że akcja masowej i bezwzględnej ateizacji społeczeństwa, prowadzona programowo przez państwo, należy do przeszłości. Było to jednak złudne wrażenie. Siły laickie były nadal wytrwałe w dążeniu do realizacji koncepcji państwa ateistycznego uzasadnianego tak zwaną neutralnością światopoglądową państwa. Brały również rewanż za nieustraszone bycie "znakiem sprzeciwu" przez Kościół, za świadczenie Prawdy, bez względu na koniunkturę.
Przemiany związane z umową Okrągłego Stołu, mimo przyjęcia tej cezury za datę upadku komunizmu w Europie Środkowowschodniej, nie wprowadziły przecież zbyt gruntownych zmian. Znaczna część aparatu państwa, dysponentów i decydentów mediów, organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości pozostała w rękach ludzi ukształtowanych w antyreligijnej mentalności PRL. Odziedziczyliśmy życie publiczne zbudowane na ateizmie. Zmiana, jaka się dokonała, polegała na dopuszczeniu do współwładzy części dawnej opozycji, zwłaszcza w tym segmencie, który się wywodził z ludzi w przeszłości w różny sposób związanych z reżimem (głównie z PZPR, choć nie tylko), a następnie stanowił istotny trzon lewicowo-laickiej części "Solidarności". Ci ludzie, bardzo często odlegli od wiary katolickiej i tradycji polskiej, wykorzystywali Kościół do własnych celów, starając się w czasach PRL stworzyć wrażenie, że są blisko niego, a nawet że są "ludźmi Kościoła". Zdawali sobie bowiem sprawę, że znaczna część Narodu utożsamiała się z Kościołem, więc poprzez działanie instrumentalizujące katolicyzm do własnych celów zabiegali o uwiarygodnienie. Reprezentantem tego środowiska był na przykład Adam Michnik, który sam stwierdził: "Należałem do komunistów w sześćdziesiątych latach. Uważałem, że komunistyczna Polska to moja Polska". Po 1968 roku poglądy Michnika uległy modyfikacji, ale przyznał: "Nie będę ukrywał, że coś mieliśmy wspólnego z trockizmem" (Pewien polski etos..., rozmowa z Adamem Michnikiem, cz. I, Kontakt, nr 6, czerwiec 1988 r.).Na początku lat 90. na scenie życia publicznego bardzo silne wpływy miało środowisko postkomunistyczne i środowisko tak zwanej lewicy laickiej, które jeszcze niedawno chwaliło Kościół, że stanowi "przestrzeń wolności". Po Okrągłym Stole obie te grupy miały zbliżone poglądy na temat obecności Kościoła w życiu społecznym. Dla tych ludzi rywalem była przecież nie tyle PZPR zmieniająca swój szyld na socjaldemokrację w niby-europejskim stylu, ile raczej Kościół katolicki, który niepokoił, gdyż określał tożsamość Polski i cieszył się ogromnym autorytetem jako duchowy pogromca komunizmu.
Ataki - jeżeli je porównać z ich natężeniem w schyłkowym okresie PRL - zamiast zanikać, zaczęły się więc nasilać. Zgodnie z koncepcją socjaldemokratyzacji Europy przebiegały przede wszystkim pod hasłami wyzwolenia z "klerykalnej ideologii" i "panowania Kościoła" oraz "tworzenia państwa wyznaniowego Narodu Polskiego". Za głównego wroga "dobroczynnych" skrzydeł zachodniej socdemoliberalnej lewicy uznano - obok "polskiego Papieża" - Kościół polski, rozpoczęto więc wszechstronną akcję przeciwko niemu. Ta akcja przebiegała dwuetapowo: najpierw próbowano zmasowanym ostrzałem medialnym zepchnąć religię do "sfery prywatnej", czyli zapędzić Kościół "do kruchty", a następnie miało nastąpić działanie polegające na wyeliminowaniu wiary nie tylko z życia publicznego, ale i prywatnego.
Zaczęto od oskarżeń Kościoła katolickiego o tryumfalizm. Następnie o zatratę "soborowego ducha dialogu" i "ciasny integryzm" (cytaty pochodzą z artykułu Adama Michnika, Kościół - monolog - prawica, "Gazeta Wyborcza", nr 73, 27-28.03.1993 r.). Widomym znakiem tego "tryumfalizmu" było pojawienie się w życiu publicznym partii skupiających katolików, które zostały okrzyknięte "politycznym ramieniem Episkopatu". Zarzucano Kościołowi, że "powrót wolności oznaczał po prostu powrót do przywilejów i do realnego wpływu na władzę w państwie". Oznakami tej tendencji miało być: opowiedzenie się za ochroną życia ludzkiego od poczęcia, czyli upomnienie się o najsłabszych, dyskryminowanych ze względu na wiek; postulowanie niegodzenia w uczucia religijne ludzi wierzących i brak zgody na demoralizowanie społeczeństwa; powrót religii do szkół, która przecież jest obecna w prawie wszystkich krajach europejskich i stanowi niewątpliwy przejaw przestrzegania standardowych norm praw człowieka na naszym kontynencie.
Zamiast dziękować Kościołowi, że broni honoru cywilizacji i występuje w obronie praw człowieka tak brutalnie deptanych, był on oskarżany o "język krucjaty". Przypomnijmy sobie ataki na Ojca Świętego Jana Pawła II szczególnie podczas jego pielgrzymki do Ojczyzny w czerwcu 1991 roku, a także w 1995 r., gdy w słynnej homilii w Skoczowie nauczał: "Pod hasłami tolerancji w życiu publicznym i w środkach przekazu szerzy się wielka, może coraz większa nietolerancja. Odczuwają to boleśnie ludzie wierzący. Zauważa się tendencje spychania ludzi wierzących na margines życia społecznego, ośmiesza się i wyszydza to, co dla nich stanowi nieraz największą świętość. Te formy powracającej dyskryminacji budzą niepokój i muszą dawać wiele do myślenia" (Jan Paweł II, homilia w Skoczowie, 22.05.1995 r.). Napaści pojawiły się również po słowach wypowiedzianych w Kaliszu w czerwcu 1997 roku: "Naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości". Te ataki, sposób argumentacji oraz sformułowania wskazywały na określoną politycznie wizję Kościoła, w świetle której jest on co najwyżej tolerowany i zredukowany do roli "Kościoła milczenia".

Dzieci pokolenia KPP
W marcu 1993 roku na łamach "Gazety Wyborczej" ukazał się artykuł napisany przez jej redaktora naczelnego. Został zatytułowany "Kościół - monolog - prawica", co było czytelną aluzją do słynnej książki Romana Dmowskiego "Kościół, Naród i Państwo". Tekst w "Wyborczej", opublikowany przez autora, który tak często lubił mówić o poszanowaniu i tolerancji, napisany był z pozycji tego, który wie najlepiej. Zawierał też elementy przesłania antykatolickiego.
Adam Michnik znany był ze zmiennego, uzależnionego od sytuacji podejścia do Kościoła katolickiego. W 1966 roku na łamach ateistycznych "Argumentów" wystąpił z atakiem na polskich biskupów za list do biskupów niemieckich. W 1977 roku, gdy zabiegał o względy hierarchii dla swojego środowiska politycznego, dokonał następującej samokrytyki: "(...) w tym nieprzyzwoitym spektaklu sam wziąłem udział i na samo wspomnienie czerwienię się ze wstydu. Wstydzę się swojej głupoty" (Adam Michnik, Kościół, lewica, dialog, Paryż 1977, s. 61).
Dawniej sam siebie określał jako "lewica laicka". Przyznawał: "Popieraliśmy politykę represji, często okrutnych, widząc w niej drogę do nowego wspaniałego świata, oskarżaliśmy Kościół o reakcyjność i wszystkie inne grzechy główne (...)" (tamże, s. 139). W pierwszej połowie lat 90. wolał się prezentować jako "bezdogmatyczny chrześcijanin", jako osoba rozumiejąca "laickich racjonalistów". A myśl wiodąca tekstu "Kościół - monolog - prawica" sprowadzała się do następującego przesłania: przesadziliśmy z tą bezpośrednią akcją przeciwko Kościołowi i chrześcijańskiej tożsamości Polaków. Dlatego teraz nie uderzamy wprost, tylko działamy subtelniej, po co zostawiać ślady, lepiej "po cichu" robić swoje metodą kreta. Kruszyć i rozmiękczać Kościół od środka za pomocą dialogu rozumianego jako instrument subtelnej neutralizacji Kościoła i dezorientacji ludzi wierzących. Michnik gromił zbyt gorliwych aktywistów antykatolicyzmu - których traktował ze zrozumieniem, bo znał przecież z autopsji to środowisko "laickich racjonalistów" - za to, że w swej gorliwości zbytnio wysunęli się przed szereg i swoimi nieprzemyślanymi działaniami psuli robotę.
W artykule została zawarta nostalgia z powodu zawalenia się "imperium zła" i totalitarnej dyktatury w Polsce, które pilnowały właściwego ładu i porządku. Adam Michnik pisał: "Mam wrażenie, że wraz z upadkiem komunizmu i sowieckiego imperium coś pękło w architekturze duchowej współczesnego świata". A dalej: "Polska także miała swoje autorytety. Najbardziej bezdyskusyjnym b y ł [podkr. moje J.M. J.] papież Jan Paweł II" (Adam Michnik, Kościół - monolog - prawica, "Gazeta Wyborcza", nr 73, 27-28.03.1993 r.). Ojciec Święty na 12 lat przed swoją śmiercią został okrzyknięty "byłym autorytetem".
W tekście znajdowała się zapowiedź zmiany taktyki. Jest źle, zdaje się sugerować Michnik. Frontalny i huraganowy atak na Kościół i jego nauczanie - mimo ogromu zaangażowanych sił i środków - przyniósł marne wyniki, gdyż odsłonił jego istnienie i istotę, a nie zostały naruszone fundamenty wiary, o które przecież chodziło. Tymi fundamentami jest zdrowe, niezatrute i dość powszechnie akceptowane Magisterium Kościoła oraz świadomość sytuacji i zagrożeń wiary w coraz liczniejszych kręgach katolickich. Czas ucieka, trzeba skuteczniej działać. Aby skruszyć fundament, redaktor naczelny "Gazety Wyborczej", wprawdzie nie bezpośrednio, ale czytelnie odwoływał się do myśli Anatola Wasiljewicza Łunaczarskiego, w latach 1917-1929 ludowego komisarza oświaty Republiki Rad.
Ten bolszewicki ideolog marzył o nowej religii ludzkości (jej koncepcja: człowiek osiąga dojrzałość, ucząc się posługiwać własnym rozumem, bez cudzego zwierzchnictwa) - religii, której patronami mieli być Marks, Feuerbach i Nietzsche, co wyłożył w swym dwutomowym dziele "Religia i socjalizm". W walce ze "starą" wiarą chrześcijańską Łunaczarski radził: "Religia jest jak gwóźdź: kiedy uderzysz w głowę, wbijasz go tylko głębiej. (...) Potrzebne są obcęgi. Religię trzeba schwycić mocno, podważyć od spodu - nie trzeba jej bić z góry, ale wyciągać, wyciągać z korzeniami" (cyt. za: Andrzej Nowak, W obcęgach postępu, Arka, nr 52/4, 1994).
Bardzo przydatnym narzędziem dla realizacji tej podstępnej strategii niszczenia chrześcijaństwa miała być, według Łunaczarskiego, "Żywa Cerkiew". Dziś powiedzielibyśmy, że w "wyciąganiu z korzeniami" religii może być użyteczny "Kościół otwarty", tworzony przez reformatorów i kontestatorów podpowiadających "jedynie słuszne" kierunki zmian, bez których Kościół rzekomo jest skazany na zagładę. Nauka wynikająca z doświadczeń sowieckich jasno wskazuje, że gdy eksterminacja i bezpośrednie zwalczanie nie dają zadowalających wyników, a prześladowania nawet wzmacniają religię - należy odwołać się do dywersji od wewnątrz: wzmacniać i uaktywniać piątą kolumnę, rozsadzać od środka, niszczyć fundamenty. Pewna tradycja już była, przecież od 1944 roku młotek i obcęgi postępu poszły w ruch nad Wisłą wraz z manifestem PKWN.
Adam Michnik, jak wskazują jego teksty, dzierżył już w swym ręku młotek. Natomiast w latach 90. coraz bardziej przekonywał siebie i środowisko "laickich racjonalistów", do obcęgów. Komentując styl myślenia, konteksty historyczne i propozycje czołowego ideologa "Gazety Wyborczej", tak często obecne w jego publicystyce, Andrzej Nowak zauważył: "Czas sukcesów idei Łunaczarskiego nadszedł, gdy tak zasłużone dla dusz mieszkańców świata realnego socjalizmu instrumenty przemocy zostały odłożone do lamusa historii. Teraz można już tylko ciągnąć, ciągnąć do góry... Obcęgi postępu wzięły dziś w swe wprawne i ochocze ręce dzieci pokolenia KPP, wychowane w rodzinnej tradycji broszur antyreligijnych spod znaku Jamieljana Jarosławskiego [założyciel dziennika "Ateist", miesięcznika "Bezbożnik przy pracy" oraz Związku Wojujących Bezbożników - dop. J.M. J.] - dziś czołowi intelektualiści, redaktorzy wpływowych gazet, znajdujący teraz - gdy ich ideowej pracy nie towarzyszy niemiły hałas policyjno-propagandowego aparatu komunistycznej partii - o tyle łatwiej swych partnerów - narzędzia wśród ludzi Kościoła" (tamże). Wśród ludzi, którzy rozmiękczają Kościół od środka, głosząc przy tym, że go reformują. Są oni tym groźniejsi, że są umiejscowieni w jego wnętrzu, a swoimi działaniami podcinają drzewo Kościoła u samych jego korzeni.

Teologia śmierci Kościoła
Dechrystianizacja po 1989 roku nie opierała się już na ideologii marksizmu-leninizmu z jej materializmem dialektycznym i "światopoglądem naukowym". Po nieudanej próbie "uśmiercenia" Ojca Niebieskiego (teologia "śmierci" Boga) próbowano "uśmiercić" Kościół (teologia "śmierci" Kościoła). Pomocna miała być ideologia "neutralności światopoglądowej państwa", tworzona przez zlepek negatywnych pozostałości komunizmu i najgorszych cech zachodniego materializmu praktycznego. Pod pozorem demokracji, pluralizmu i tolerancji dążono do niedopuszczania do obecności Boga w życiu publicznym. Zmieniły się więc metody, ale nie zmienił się cel, bo w tym zmaganiu chodziło o wymazanie obecności Boga z życia współczesnego człowieka i w życiu publicznym.
W przestrzeni społecznej pojawiła się akceptacja dla wszystkich możliwych religii i światopoglądów poza wiarą katolicką. W prasie, radiu i telewizji, z trybuny sejmowej, ustami różnych dygnitarzy państwowych zaczęto winić Kościół za wszystko w Polsce. Cynicznie blokowano przez prawie 4 lata ratyfikację podpisanego w 1993 roku konkordatu między Stolicą Apostolską a RP. Oskarżano Ojca Świętego o "konserwatyzm", polski Episkopat o "fundamentalizm" i chęć "klerykalizacji", a ludzi wierzących obrażano, przypinając etykietki "ciemnogrodu", "zaścianka", "klerykalnych oszołomów", "głupiego społeczeństwa". "Niezgułowatą i katolicką Polskę" pomawiano o "katolicyzm ludowy", "chrześcijaństwo przedsoborowe", "integryzm", "obskurantyzm", a o osobach duchownych wypowiadano się z wyjątkową brutalnością.
W 1994 roku zasiadający w Sejmie posłowie Sojuszu Lewicy Demokratycznej wygłaszali i takie opinie: "Z takimi w PRL szybko byśmy się rozprawili. Popłynęliby Wisłą jak Popiełuszko", czy: "Ja bym ich potopiła jak Popiełuszkę" (J.T. Stanisławski, Popłynąć jak Popiełuszko, "Ekspress Wieczorny", nr 162, 22.08.1994 r.). W ten sposób zasygnalizowano, że nastąpił powrót do dawnej retoryki propagandy komunistycznej, której próbkę sprzed niewielu przecież lat warto przypomnieć. Ówczesny rzecznik reżimu Jaruzelskiego, Jerzy Urban, skryty za pseudonimem "Jan Rem", podżegał do zbrodni. Pisał: "Ksiądz Jerzy Popiełuszko jest organizatorem sesji politycznej wścieklizny (...) sądzę, że (...) upiory, które żoliborski magik polityczny wypuszcza spod ornatu, same pozdychają" (Jan Rem, Seanse nienawiści, Tu i Teraz, nr 38, 19.09.1984 r.). Grzegorz Piotrowski, jeden z zabójców księdza Jerzego, oficer Służby Bezpieczeństwa wyznał: "Urban był moim duchowym protektorem. (...) Urban torował drogę do naszych działań. Nas zagrzewał do walki" (cyt. za: ks. Andrzej Zwoliński, Katolik i polityka, Kraków 1995, s. 141).
O ile do lata 1995 roku oficjalni i najwyżsi rangą przedstawiciele postkomunistów starali się jeszcze prezentować jako zwolennicy "obiektywnego" rozstrzygnięcia kwestii stosunków państwo - Kościół, o tyle w toku kampanii prezydenckiej nastąpiła zmiana taktyki. Uznano, że lepiej opłaca się bardziej czytelne odwołanie do tradycyjnej retoryki wojującego z Kościołem komunizmu, do akcentowania wrogości wobec Kościoła. W tej propagandzie Kościół katolicki był prezentowany jako konkurencyjna wobec władzy świeckiej "struktura polityczna", która "zabiega o władzę" i "ogłupia" lud. Aleksander Kwaśniewski, okrzyknięty liderem postkomunistycznej i nowej lewicy, udzielił mediolańskiej "La Stampie" wywiadu, który był zapowiedzią owej zmiany taktyki. Na łamach tego włoskiego dziennika dzielił się między innymi spostrzeżeniem, że Kościół "swą agresywną, fanatyczną, ofensywną postawą zraził sobie wielu wiernych, którzy zwrócili się ku nam" - czyli SLD. Według Kwaśniewskiego, Kościół w Polsce funkcjonuje jako jedyna - obok SLD - struktura polityczna, "bo środków takich, jakimi dysponują proboszczowie, nie ma nikt: raz w tygodniu wygłaszają swoje polityczne kazania w każdym zakątku kraju. Nikt nie ma takich możliwości" ("La Stampa", 9.08.1995 r., cyt. za: Odejście od utopii, "Forum", nr 34, 20.09.1995 r.).
Kampania prezydencka Kwaśniewskiego miała zdecydowane antyklerykalne oblicze.
Specjalista od reklamy, który ją prowadził, opowiadał o tym wprost, bez ogródek: "Zdecydowaliśmy się zrobić wszystko, aby Kościół podjął z Kwaśniewskim walkę" (cyt. za: Zbigniew Nosowski, Nie dajmy się wpuścić w Urbanowe sidła, KAI. Biuletyn, nr 24, 11.06.1996 r.). Było to więc działanie zamierzone, mające znamiona planowej akcji.
Pojawiały się również wrogie w stosunku do Kościoła głosy innych polityków i ugrupowań. Oprócz środowiska SLD, z kręgu Unii Pracy, nomenklaturowej części PSL i części Unii Wolności. Bardzo często ich wspólnym motywem była obrona rzekomo zagrożonych swobód obywatelskich, co było o tyle obłudne, że wielu spośród tych ludzi w poprzednim systemie nie protestowało, gdy były naruszane swobody obywatelskie. Frazeologia antykatolicka dała im także możliwość wytyczania pola konfliktów politycznych na wybranym przez siebie obszarze. Kościół był wygodnym "wrogiem" i na walce z nim można było jednoczyć część elektoratu. Pojawiła się dobrze znana z czasów PRL dialektyka, tyle że zmieniono imiona osobom dramatu i dekoracje, w których występują. Obok dawnego tradycyjnego wroga, jakim zadekretowano "amerykański imperializm", wprowadzono ponownie drugą "czarną owcę" - Kościół katolicki i rzekomy "klerykalizm".
Język, którego by się nie powstydził Goebbels
Kampania antykatolicka z towarzyszącą jej ofensywą nihilizmu prowokowała do ekscesów i stanowiła zachętę do chuligaństwa wyraźnie zabarwionego antyklerykalną ideologią. Na murach pojawiały się napisy: "Księża na księżyc", "Katolicy do kostnicy". Nasiliły się ataki na kościoły i profanacje. Kolportowano ulotki z wezwaniami do mordowania księży; w jednej z nich zachęcano: "Spalmy księży zamiast czarownic, a zaraza przeminie".
Sposób działania polegał na wytwarzaniu obrazu polskiego Kościoła jako rzekomego "bastionu antyeuropejskiego fundamentalizmu", który stoi na drodze postępu i świetlanej przyszłości. Świeccy "kapłani religii postępu" ze swych telewizyjnych "ambon" przepowiadali rychły koniec katolicyzmu i wyzwolenie człowieka z religii przedstawianej jako "opium dla ludu", które uniemożliwia człowiekowi "prawdziwy rozwój i postęp". Ich ulubionym orężem propagandowym były hasła dla naiwnych w rodzaju: "Kościół miesza się do polityki", "wiara to prywatna sprawa", "ustawa antyaborcyjna ogranicza wolność wyboru kobiety"; dyżurnymi tematami były: konkordat, religia w szkołach, kapelani i uroczystości religijne w wojsku.
Nastawienie wielu ludzi mediów do Kościoła objawiało się jako negatywne. Mariusz Czarnecki opisał charakterystyczną scenkę z życia redakcji: "Oto autentyczny zapis z zebrania redakcji pewnego tygodnika. Temat: Przygotowanie numeru przypadającego na Boże Narodzenie i Nowy Rok. Obecnych dziesięć osób. Fragmenty rozmów, wypowiedzi:
- O czym mamy pisać, o klechach?
- Że co, że (...) dzieci?
Ogólny rechot, aplauz...
- Że taki klecha z babą?
Rechot wzmożony.
Na to redaktor naczelny:
- Dajcie spokój klechom... No i co z tego, że się nażre i (...) na babę...
Ten p o z i o m. I to są polscy dziennikarze?! Pomyślmy, co oni przekazują odbiorcom?..." (Mariusz M. Czarnecki, W niewoli mediów, bdw, s. 73).

Antyreligijny fanatyzm, profanacje, język pomówień, oszczerstw i podejrzeń, atmosfera nienawiści i podłości przyniosły konkretne i mierzalne rezultaty. Oto ponura statystyka "osiągnięć" kampanii antykatolickiej w Polsce w tamtym okresie. "W ostatnich latach - pisał w 1994 roku Michał Mońko - naliczono w Polsce kilka tysięcy przypadków profanacji grobów, setki napadów na plebanie i kościoły, ponad dwa tysiące podpaleń. W roku 1989 było 714 włamań do kościołów i 110 dewastacji cmentarzy. Rok później było 175 dewastacji cmentarzy i 1120 włamań do kościołów. W roku 1992 naliczono 659 rozbitych nagrobków na 67 cmentarzach. Rok później - było 1236 włamań do kościołów i 2399 przypadków dewastacji grobów, 60 zbezczeszczeń zwłok, 80 przypadków rozbicia kaplic, kilkaset przypadków - zgłoszonych! - przewracania krzyży! Do połowy roku 1994 zanotowano 1660 włamań do kościołów i kaplic, kilka podpaleń kościołów oraz obiektów kościelnych (Michał Mońko, Ogniem i słowem, "Tygodnik Solidarność", nr 52/53, 23-30.12.1994 r.).
W latach 1991-1994 zamordowano w Polsce 7 księży. Jesienią 1995 roku doszło do serii szczególnie bestialskich napadów na plebanie, najczęściej w diecezji sandomierskiej. Atakowanych księży przypiekano, wbijano szpilki w kolana, bito, wstrzykiwano substancje niewiadomego pochodzenia. We wszystkich przypadkach postępowano według tego samego scenariusza.

Klimat niechęci i uprzedzeń przeradza się w nasilającą się agresję, gdy wcześniej swoją "robotę" wykonają osoby zajmujące się rozmiękczaniem Kościoła. To one określają go w kategorii "wroga" w swojej propagandzie i wskazują kierunki uderzenia. Na przykład Stanisław Lem w wywiadzie dla "Der Spiegel" (nr 44/95) wyraził pogląd, że Polsce zagraża, iż "będzie kolonią Watykanu", a "nauki Kościoła bujają w stratosferze" (za: "Niedziela", nr 49, 3.12.1995 r.). Takimi sposobami intelektualiści, publicyści prasowi, ludzie kultury i polityki wytyczali linie frontu, a zmasowanym ostrzałem zajmował się następnie potężny aparat mediokracji.
"Dzisiaj nie trzeba - pisał Michał Mońko - więzić ani zabijać, by kościoły stawały się puste i coraz częściej plądrowane. Nie trzeba już wysadzać dynamitem, by pognębić religię i Kościół. Wystarczy mieć władzę nad przekazem 'do mózgów', by zastąpić Kościół Powszechny - kościołem marksistów bez Marksa. Wystarczy język mediów, w którym nie ma sensu, ale jest oddziaływanie na miliony. (...) Słowa w tym języku nie służą oznajmieniu. Jest coś poza znaczeniem słów. Nie ma faktu, jest efekt. Nie ma oznajmienia, jest wartościujące uderzenie. Jest szept. Opis nie orzeka, co jest, ale skłania. Mobilizuje do tego, co ma być. Zrzesza. Ale zrzesza przeciw komuś i przeciw czemuś. Jest telewizyjny przekaz 'do mózgu'. Jak z reklamy. Idź, kup! Idź, podpal. Rozbij nagrobek, bo przecież nie możesz tego wszystkiego wytrzymać. Idź, rozbij cmentarz w Nadarzynie! Idź, przewróć krzyż przydrożny, który stawiał twój dziad, gdy szli na Warszawę bolszewicy. I są tacy, którzy idą kupować i rozbijać krzyże. Idą palić - i kupować. Narasta w nich nieodparte przekonanie, narasta wiara w bielszą biel i czerwieńszą czerwień, i w to, że Kościół chce władzy! Bo tak powiedzieli w telewizji. Nawet dzieci, może przede wszystkim dzieci, zostały porażone językiem, którego by nie powstydził się Goebbels" (Michał Mońko, op. cit.).
Historia magistra vitae est. Na koniec tego przypomnienia trudno nie zadać pytania: czy obecnie nasilający się antyklerykalizm nie nawiązuje do ponurych wzorów z poprzedniej dekady, do pierwszej kampanii antykatolickiej po 1989 roku? Czy jednak to pytanie nie jest retoryczne?

www.naszdziennik.pl

miko 005 - 2008-02-10, 17:19

Zygmuncie Stary, nie wiem czy Ty celowo to robisz? Czy tylko Ci się wydaje, że w ten sposób pomagasz, albo chcesz pomagać Kościołowi. Bo jeśli pragniesz pomóc, to lepiej nic już więcej na ten temat nie pisz, dobrze.
To forum, w większości składa się z młodych ludzi, którzy nie pamiętają czasów gdzie do kościoła chodziło się w wielkiej konspiracji, ale….. chodziło się. Ta walka była tak jak piszesz, na płaszczyźnie: Kościół Katolicki a Ludowe Państwo Polskie, i nie rób młodym ludziom wody z mózgu, bo mimo takiej właśnie polityki ówczesnego państwa polskiego, z antyklerykalizmem czy z walką z KK, szary obywatel nie miał nic wspólnego. A im więcej PRL budował „schodów” do bram kościelnych, z tym większą determinacją ludność te schody pokonywała i zawsze odnajdywała drogę do Kościoła.

To dzisiejsi hierarchowie Kościoła Katolickiego w Polsce, jak i sami księża w poszczególnych parafiach, swymi zachowaniami, działaniami, a przede wszystkim podejściem do ludu Bożego, sprowokowali taką, a nie inną reakcję tegoż ludu.
Kościół Katolicki nie ma dzisiaj problemu z dawnym: stalinowskim, marksistowskim czy nawet leninowskim podejściem do wiary w Boga. Kościół Katolicki ma problem z własnymi teraźniejszymi „rycerzami w czarnych habitach”, i jeśli ten wewnętrzny problem potrafi w miarę szybko poskromić, to gwarantuję że skończą się czasy, o których Ty piszesz, a których nigdy nie byli i nie będą uczestnikami prości ludzie, czy jak wolisz, wierni wyznawcy religii Kościoła Katolickiego.
Ale żeby tak się stało, nie należy koncentrować się na tym co było, czyli obarczać winą wszystkich, ale należy dzisiaj tej winy szukać u siebie. I jeśli zrozumieją to hierarchowie KK w Polsce, będzie OK.

Krool50 - 2008-02-10, 18:55

Wg. tego artykułu kosciół to oblężona twierdza. Autor zapomniał jednak napisac, że pomimo tego "oblężenia" dobra doczesne płyną szerokim strumieniem /kanałami?/ a i koscioła coraz więcej w zyciu publicznym. Wchodzi wszędzie gdzie to tylko mozliwe. I korzysta z państwa i obywateli.
Troche pokory.
Dawno nie czytałem tak ...................artykułu.

Gregg Sparrow - 2008-02-10, 19:27

Och jakiż biedny ten kościół... jakiż uciśniony był za komuny, a teraz to już jest masakra. :lol: :lol: :lol:
Śmiac mi sie chce jak czytam takie farmazony jak w tym artykule.

Mateusz - 2008-02-10, 20:12

Zygmunt Stary

Śmiem twierdzić że gdyby nie komuna, to Kościół Polski by się tak nie umocnił i nie odgrywałby tak ważnej roli jak dziś. "Co Cie nie zabije to Cie wzmocni"

Jednakże aż trudno uwierzyć, że jeszcze przez pewien krótki czas lewica była związana z Kościołem w czasach komunizmu(lewicowa część solidarności) i razem z Kościołem walczyła w pewien sposób z władzami komunistycznymi.

Cytat:

"Dzisiaj nie trzeba - pisał Michał Mońko - więzić ani zabijać, by kościoły stawały się puste i coraz częściej plądrowane. Nie trzeba już wysadzać dynamitem, by pognębić religię i Kościół. Wystarczy mieć władzę nad przekazem 'do mózgów', by zastąpić Kościół Powszechny - kościołem marksistów bez Marksa. Wystarczy język mediów, w którym nie ma sensu, ale jest oddziaływanie na miliony.


Święta prawda...
Chociaż czy Kościołowi powinno zależeć na takich rzeszach wiernych, którzy kierują się tym co media mówią i chodzą do kościoła tylko na święta bądź po to żeby sąsiedzi nie plotkowali(mniejsze miejscowości) ??

Zygmunt Stary - 2008-02-10, 21:40

miko 005:
Kościół Katolicki, nie musi obawiać się ani swoich zewnętrznych i wewnętrznych wrogów, których ma od chwili swego powstania, ani nazbyt gorliwych "przyjaciół", którzy prawie zawsze, pod pozorem przyjaźni próbują wykorzystywać Kościół Katolicki do swoich niecnych celów.
Przypominanie historii jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziło, a w artykule Jana Marii Jackowskiego przypominana jest ta historia NAJNOWSZA, historia ostatniego 20-lecia, która pod naporem ideologii, tak łatwo jest "wypierana" z ludzkiej świadomości.
Używając słowa "Ludowe Państwo Polskie", manipulujesz, ponieważ od początku do końca była to sowiecka agentura owładnięta marksistowską pasją kreowania rzeczywistości.
Te właśnie elementy marksizmu dominują w dzisiejszej Unii Europejskiej, która nazywa podobnie jak Sowieci, zaprzeczenie demokracji, demokracją, czego przykładem jest decyzja Francji w sprawie Traktatu Reformującego...
Cytat:
"Czarny dzien dla demokracji, dla Europy i dla Francji" powiedzial Jean-Claude Sandrier - deputowany do Zgromadzenia Narodowego z ramienia francuskiej partii komunistycznej po przeglosowaniu projektu ustawy pozwalajacej Francji na ratyfikowanie Traktatu z Lizbony.
Pozostaja jeszcze senatorzy, ktorzy tej nocy "wykoncza ta robote i ... Francje!
Najpierw Zgromadzenie Narodowe przeglosowalo 336 glosami przeciw 52. Kilka godzin pozniej Senat "zalatwil" reszte 265 za - 42 przeciw i 13 debili sie wstrzymalo (?) - w tak waznej sprawie dla Panstwa i Narodu nie wiedzieli jak glosowac??????


Cytat:
Nicolas Sarkozy w swoim przemowieniu w 2004 roku podczas Kongresu UMP z wielkim entuzjazmem wypowiadal sie za referendum w sprawie konstytucji europejskiej.
Traktat z Lizbony formalnie nie jest konstytucja europejska to tylko(!!!) jej 98%.
Mowil:
"Jesli Europa ma pozostawac jedyna troska politykow i odpowiedzialnych za gospodarke, to badzmy szczerzy: wczesniej czy pozniej skazana bedzie na porazke.
Oczywiscie, Europa musi sluzyc ludowi, kazdy jest w stanie to zrozumiec.
Ale Europa nie moze byc budowana bez ludu, dlatego, ze Europa to sprawiedliwy udzial wszystkich w zarzadzaniu a wladza najwyzsza jest narod.
Na kazdym etapie integracji Europejskiej trzeba zatem liczyc sie z wola narodu. Jesli nie, to wiezy z nim beda zarwane.
Jesli my wszyscy jestesmy przekonani o slusznosci tego projektu tak jak ja w niego wierze, to nie powinnismy sie obawiac konfrontacji z narodem.
Jesli mu nie wytlumaczymy nalezycie, jesli go nie przekonamy, to jakze nie byc zdziwionym poglebiajaca sie z dnia na dzien przepascia pomiedzy wspolnota Europejska a Wspolnota Narodu ?

Mowie to tak jak mysle, poprostu: Nie widze jak byloby to mozliwe by mowic Francuzom, ze " Konstytucja Europejska jest aktem najwyzszej wagi i dlatego musi byc zaadoptowana na drodze parlamentarnej, bez zadania sobie trudu by zwrocic sie bezposrednio do Francuzow o opinie w tej sprawie?"

Kościół Katolicki ma i będzie miał problem z marksistowskim "oszołomami". którzy dzisiaj, jutro i pojutrze będą budować antytezy do rzeczywistości, tak jak to robią od czasów Rewolucji Francuskiej.
Wielu wierzyło w tamtą, a dzisiaj ci sami, chętniej od innych wierzą w tę ułudę.
Sens antyklerykalizmu, który reprezentujesz, pod pozorem ujmowania się za Kościołem, jest o tyle utopijny, że nie uwzględnia grzesznej natury ludzkiej, która jest taka sama od czasów Chrystusa, jak i obecnie. A jednak jak to już podkreślałem na tym forum: To ci grzeszni ludzie budują Święty Kościół. Jeżeli ktokolwiek twierdzi, że w jakiejkolwiek wspólnocie jest inaczej, jest w moim przekonaniu - kłamcą.

Krool50:
Państwo polskie korzysta z dobra jakie czyni Kościół Katolicki w znacznie większym stopniu.
Nie trzeba tego udowadniać, tylko wystarczy zdjąć "czarne okulary" i się rozejrzeć.

gregg:
nie oczekiwałem od Ciebie innej reakcji... Wolisz "swoją prawdę", Twoja sprawa.

Przytoczony przeze mnie autor napisał książki "Bitwa o Polskę" i "Bitwa o Prawdę", które szczególnie młodym ludziom pozwolą zrozumieć tzw. "etap transformacji"...

Gregg Sparrow - 2008-02-10, 23:00

Widzisz Zygmunt dla mnie Wasz Dziennik jest takim czymś jak dla ciebie Fakty i Mity :)
Natomiast zawsze będe się śmiał z oszołomów którzy wszędzie widzą zdradę, grzech itd... ooo sorry zapędziłem się - nie wszędzie bo u siebie nie widzą. :)

Zygmunt Stary - 2008-02-10, 23:29

gregg:
I tu się z Tobą zgodzę, że jeżeli nie widzą TEŻ u siebie, mogą być nazywani oszołomami...

Gregg Sparrow - 2008-02-11, 13:44

Oto jak KK zwqalcza konkurencję do mamony:

onet napisał/a:
Watykan interweniuje ws. aukcji w internecie


Watykan wystąpił przeciwko handlowi pseudo-relikwiami na internetowej aukcji e-Bay - pisze "La Stampa".
Cytowany w artykule prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych kardynał Jose Saraiva Martins przypomniał, że sprzedaży relikwii zabrania prawo kanoniczne i wyraził zarazem przekonanie, że większość tych sprzedawanych w Internecie jest fałszywa.

Turyński dziennik podaje przykłady, co i za ile można kupić na e- Bay: za 1600 euro - relikwiarz świętego Wincentego a Paolo, za 30 euro - pukiel włosów świętej Teresy, fragmenty kości sześciu świętych w "specjalnej ofercie" za 430 euro, strzępy tuniki świętej Rity i świętego Franciszka z Asyżu po 27 euro.REKLAMA Czytaj dalej

Właśnie to, podkreśla się w artykule, wywołało prawdziwy alarm w Watykanie, który o procederze handlu domniemanymi relikwiami, w szczególności szczątkami ludzkimi dowiedział się od włoskiego stowarzyszenia, zwalczającego plagę takich oszustw. Jego działacze odkryli, że na włoskiej stronie e-Bay można kupić przedmioty, opisywane jako "relikwie" dosłownie wszystkich świętych.

Kardynał Saraiva Martins potępiając to zjawisko powołał się na Kodeks Prawa Kanonicznego, który głosi: "Nie godzi się sprzedawać relikwii".

Przypomniał jednocześnie: "Aby przedmioty takie zostały uznane za autentyczne, muszą mieć potwierdzenie władz kościelnych".

- Relikwia, która nie ma pisemnego zaświadczenia, jest fałszywa, a takie właśnie w większości sprzedawane są w Internecie - podkreślił portugalski kardynał. Następnie dodał: "Najpierw trzeba upewnić się, czy te relikwie są autentyczne, a potem czuwać nad tym, jak są wykorzystywane".

Ostrzegł: "Istnieje niebezpieczeństwo, że wykorzystane w niewłaściwy sposób sprzyjać będą zabobonom. Sekty satanistyczne kupują je zaś po to, by je zniszczyć, odwrócić ich znaczenie podczas bluźnierczych ceremonii".

"La Stampa" pisze, że szefowie internetowej aukcji e-Bay są świadomi istnienia problemu handlu tak zwanymi "relikwiami" i powołali specjalny zespół ekspertów, który zajmie się tą sprawą i zablokuje handel takimi przedmiotami.

Boją się konkurencji??? Czy tego, że stare babki zamiast dać na rydzyjko czy inny "legalny" zbożny cel, kupią sobie taką pseudorelikwię i bedą się do niej modlić???

miko 005 - 2008-02-11, 16:17

gregg, ja wiem że masz jakieś uprzedzenia do kleru, a do ojca Rydzyka szczególnie, ale w tym swym zacietrzewieniu, niewątpliwie zapominasz się, i obrażasz ludzi starszych, a przede wszystkim czyjeś: babcie, mamy, a pewnie jeszcze żony, bo nie każda starsza pani, to już koniecznie wdowa.
Poniżej dwa najświeższe przykłady, choć taki stan rzeczy pojawia się w Twoim słownictwie nie pierwszy raz;

gregg napisał/a:
Właśnie o to mu chodzi... będzie głośno to stare babki więcej kasy dadzą.


Sprawdź; http://www.wielun.biz/vie...r=asc&start=405

a ten jest już z tego tematu;

gregg napisał/a:
Boją się konkurencji??? Czy tego, że stare babki zamiast dać na rydzyjko czy inny "legalny" zbożny cel, kupią sobie taką pseudorelikwię i bedą się do niej modlić???


Przykro jest czytać posty moderatora :shock: , który używa niekulturalnych słów, delikatnie mówiąc, choć sam odpowiedzialny jest za „kulturę słowa” na tym forum. Pominę już tu, obsesyjne zaglądanie przez Ciebie, ludziom do portfeli, człowieku co Cię to w końcu obchodzi, masz swoje pieniądze, do których (oprócz fiskusa ;) ) nikt, nic nie ma. Każdy niech żyje na swój rachunek.

cogito - 2008-02-11, 17:22

Cytat:
Ks. Dariusz Oko
Faryzeusz i Apostoł

Aby lepiej rozumieć kapłaństwo - ale też żeby w ogóle rozumieć chrześcijaństwo - dobrze jest zastanowić się nad tym, czym jest faryzeizm. Te dwie religijne postawy pomimo podobieństw różni coś bardzo istotnego, a ponieważ kontrast wyostrza kontury, dostrzeżenie różnicy pomaga zrozumieć tożsamość kapłana (i chrześcijanina). Faryzeizm dobrze jest poddać refleksji również dlatego, że wydaje się on (może największym) zagrożeniem i wynaturzeniem zarówno kapłaństwa i chrześcijaństwa, jak i wszelkiej religijności, nawet bardzo żarliwej. Przecież faryzeusze byli największymi religijnymi gorliwcami, najbardziej świadomie wyczekującymi Mesjasza, najusilniej przygotowującymi się na Jego przyjęcie. Najbardziej oczekujący najbardziej rozminęli się z oczekiwanym. A zagrożenie faryzeizmu jest przynajmniej tak trwałe, jak trwałe są społeczne i osobowe struktury i procesy, które sprzyjają jego powstaniu. Jest ono też od początku obecne w Kościele, co przypominają słowa Pawła o "nieszczerym postępowaniu" Piotra (Gal 2, 13), apostolskie nawoływanie do "odrzucenia wszelkiego podstępu i udawania" (1 P 2,1) oraz ostrzeżenie przed tymi, którzy "obłudnie kłamią" (1 Tm 4, 2).

Chrystusowe "biada"

Wiecznie daje do myślenia fakt, że właściwie przed żadnym innym zagrożeniem Chrystus tak nie ostrzega, właściwie niczego tak często i zdecydowanie nie potępia jak właśnie faryzeizmu. Szczególnie w zestawieniu z Jego postawą ogromnego miłosierdzia wobec innego rodzaju grzeszników, słowa kierowane do faryzeuszów szokują swoją twardością i nieubłaganym tonem. Oczywiście (jak w przypadku każdej ludzkiej grupy) nie oznaczają one ogólnego potępienia wszystkich, nie każdy faryzeusz jest w tym samym stopniu obciążony faryzeizmem w dzisiejszym znaczeniu. Chrystus również w nich widzi dobro, docenia ich gorliwość (Mt 5, 20; 23, 3.15), przyjmuje ich zaproszenia (Łk 7, 36; 11, 37; 14, 1), spotyka się z nimi (J 3, 1-21), spośród nich powołuje apostoła, którego praca misyjna przyniesie najwięcej owoców (Dz 9, 1-19). Niektórzy faryzeusze bronią Chrystusa i chrześcijan (J 7, 50n; 9, 16; Dz 5, 34; 23, 9). Jednak słów potępień jest tak wiele i są tak mocne, że w powszechnym odbiorze zagłuszyły słowa uznania, sprawiły, że pojęcie faryzeizmu nabrało w chrześcijaństwie zdecydowanie negatywnego znaczenia, stało się synonimem religijnej obłudy.

Aż trudno uwierzyć i trudno się nie przerazić, że ze słów skierowanych przez tak dobrego i łagodnego, "cichego i pokornego serca" Jezusa pod adresem faryzeuszów można ułożyć taką oto litanię: "obłudnicy", "plemię przewrotne i wiarołomne", "plemię żmijowe", "węże", "głupi i ślepi", "ślepi przewodnicy ślepych", "groby niewidoczne", "groby pobielane pełne kości trupich i wszelkiego plugastwa", "pomijający sprawiedliwość, miłosierdzie, wiarę i miłość Bożą", "ze względu na waszą tradycję przestępujący, znoszący przykazania Boże", "przecedzający komara, a połykający wielbłąda", "mówiący, a sami nie czyniący", "spełniający wszystkie swe uczynki po to, aby się ludziom pokazać", "wkładający na ludzi ciężary nie do uniesienia, a sami nie dotykający ich jednym palcem", "biorący klucze poznania, sami nie wchodzący i nie pozwalający wejść innym, zamykający królestwo niebieskie przed ludźmi", "czyniący nowo pozyskanego współwyznawcę dwakroć bardziej winnym piekła niż wy sami", "pełni obłudy, nieprawości, zdzierstwa, niepowściągliwości, niegodziwości", "synowie morderców proroków", "zabójcy proroków, mędrców i uczonych" (por. Mt 15, 1-20; 16.4; 23, 1-36 i Łk 11, 37-53; tę listę można by jeszcze wydłużać). Chrystus wielokrotnie, jak refren, powtarza: "Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze obłudnicy" (Mt 23, 13-29), zwłaszcza im grozi wieczną karą, która jest właśnie "wyznaczeniem miejsca z obłudnikami" (Mt 24, 51), a więc bycie obłudnikiem określa jako coś samo-potępiającego (!). Nic dziwnego, że ostrzega przed nimi (Mt 16, 6; Mk 12, 38, Łk 20, 45), a szczególnie przed ich obłudą (Łk 12, 1).

Ten permanentny, narastający spór z faryzeuszami jest jednym z głównych tematów Ewangelii i Chrystus nie wycofuje się z niego, nie łagodzi słów, pomimo że z powodu tego konfliktu nieraz ociera się o śmierć i to on właśnie stanie się główną przyczyną Jego ukrzyżowania.

Negacja istoty Dobrej Nowiny

O ile w ogóle możemy zrozumieć, jakie są racje takiego postępowania Chrystusa, to należy do nich zapewne fakt, iż faryzeizm niszczy to, co najważniejsze: wspólnotę pomiędzy Bogiem i ludźmi oraz możliwość jej odbudowania, czyli zbawienie. Do istoty Ewangelii należy twierdzenie, że każdy człowiek przed przyjęciem łaski jest (bardzo wielkim) grzesznikiem, czyli tak mocno i tak beznadziejnie obciąża go wina odziedziczona (w tym grzech pierworodny) oraz wina osobista, że sam nie jest zdolny wrócić do stanu czystości koniecznej dla wspólnoty z Bogiem, czyli sam nie może się zbawić - nawet podejmując największe, heroiczne wysiłki. Wina, którą niesie, może mu być jedynie darmowo, z łaski, odpuszczona. Zbawionym można być jedynie na podstawie łaski, a nie uczynków. Podkreśla to zwłaszcza, jak żaden inny autor Nowego Testamentu, św. Paweł - były faryzeusz, uczeń rabinów, teolog starotestamentalny, doskonale rozumiejący tę duchową postawę, najlepiej wyczuwający fundamentalną różnicę pomiędzy nauką faryzeuszy i nauką Chrystusa. Słowo "łaska" (gr. cháris) występuje w pismach Pawłowych ponad siedem razy częściej niż w pozostałych księgach Nowego Testamentu.

Nauka i postawa faryzeuszy zdaje się zaprzeczać tej istocie Dobrej Nowiny, mimo iż miała być najczystszą, najbardziej konsekwentną wykładnią Starego Przymierza. Faryzeusze chcą je doskonale zachować, doskonale wypełnić prawo Mojżesza, bo wierzą, że jego wypełnienie, dobre uczynki - prowadzą do Boga, dają zbawienie. Dlatego tworzą i - nieraz bardzo rygorystycznie, kosztem wielkiego wysiłku (zwłaszcza gdy czynią to na oczach innych) - zachowują setki drobiazgowych, nieraz bardzo uciążliwych przepisów, mających być szczegółowymi zastosowaniami prawa w dniu powszednim. Intencje zapewne jak najlepsze. Jednak fundamentalny błąd faryzeuszy (nie mówiąc już o błędzie usiłowania całkowitego ujęcia życia w sztywne reguły prawa) polega na przekonaniu, że rzeczywiście udaje im się w wystarczającym stopniu zachować i zrealizować prawo Starego Testamentu, przekonaniu tym silniejszym, im wymyślniejsze są realizowane przez nich przepisy. Błąd faryzeuszy polega zatem na negacji faktu, że pomimo wszystkich małych, cząstkowych zwycięstw, globalnie ponoszą - jak wszyscy ludzie - klęskę. Im bardziej czują się doskonali i czyści, wyniesieni ponad "nie znający Boga tłum", tym bardziej są przekonani, że nie potrzebują czegoś takiego jak łaska, nie potrzebują zbawienia, oni sami je sobie wypracowują - swoimi uczynkami. Od Mesjasza oczekują bardziej wyzwolenia politycznego niż moralnego. Zbawienie jest dla nich raczej zapłatą niż darem. W ten sposób zamykają się na ratującą siłę Ewangelii.

Na tym właśnie polega istota ich tragedii. Chrystus może uleczyć każdą chorobę, ale warunkiem wstępnym jest uznanie, że w ogóle jest się chorym. Moralna choroba faryzeuszy polega między innymi na przekonaniu o własnym zdrowiu; Chrystus piętnuje ich tak mocno - o wiele ostrzej niż celników i nierządnice - aby przedrzeć się przez szklaną ścianę ich iluzji doskonałości, aby zdołali dosłyszeć Jego głos z wyżyn własnych rojeń. Dlatego też w kontekście polemiki z nimi mówi o jednym, najcięższym grzechu, który nie może być odpuszczony, o grzechu przeciw Duchowi Świętemu (por. Mt 12, 22-37). Odpowiada w ten sposób na zarzut o działanie mocą złego ducha. Bo rzeczywiście, wyjątkowa zaciętość, wyjątkowe wewnętrzne zakłamanie, wyjątkowa zdrada najbardziej pierwotnego, źródłowego poznania prawdy, zdrada siebie - pozwala widzieć Chrystusa, najświętszą, najpiękniejszą osobę, jaka kiedykolwiek była w tym świecie, czuć Jego niezwykłe, dobroczynne promieniowanie, widzieć dobroć Jego czynów... i nie ugiąć się, nie skruszeć, nie dać się przekonać, nie uznać Jego prawdy.

W ten sposób faryzeizm uderza w samo centrum relacji do Boga, do prawdy, w ten sposób niszczy moralny (i bytowy) kręgosłup człowieka. Dlatego jest tak potępiany, bo jest tak samo-potępiający. Zamyka drogę zbawienia samemu faryzeuszowi, a przez niego może ją zamknąć również tym, którzy są pod jego wpływem, są przez niego prowadzeni (Mt 23, 13 i Łk 11, 52). Faryzeizm zabija prawdziwą religijność, jest tylko jej pozorem, udawaniem żywej wspólnoty z Bogiem i ludźmi. Jak każde permanentne kłamstwo, jak każde trwałe bycie-w-nieprawdzie ma tragiczne konsekwencje dla samej osobowości faryzeusza i jego międzyosobowych relacji również tutaj, w tym świecie, już na tej ziemi.


http://www.opoka.org.pl/b...sz_apostol.html

KS. DARIUSZ OKO, ur. 1960, dr filozofii i dr teologii, wykładowca PAT w Krakowie. Publikował w "Tygodniku Powszechnym" i "Znaku". Wydał: Łaska i wolność. Łaska w Biblii, nauczaniu Kościoła i teologii współczesnej (1997).

Pozostawiam to bez kmentarza.

Gregg Sparrow - 2008-02-11, 20:16

Widzisz Miko tym razem użyłem specjalnie określenia "stare babki" (którego nie uważam za obraźliwe a bardziej jako humorystyczne) bo jakbym napisał że chodzi o "moherowe berety" to ktoś mógłby się obrazić. To tyle tytułem wyjaśnienia.

Ps jeszcze jedno. Napisz prosze które z określeni jest niekulturalne? Stare czy babki?

miko 005 - 2008-02-12, 17:15

gregg napisał/a:
Widzisz Miko tym razem użyłem specjalnie określenia "stare babki" (którego nie uważam za obraźliwe a bardziej jako humorystyczne) bo jakbym napisał że chodzi o "moherowe berety" to ktoś mógłby się obrazić. To tyle tytułem wyjaśnienia.


No to mi…… wytłumaczyłeś, nie ma co, mam nadzieję że nie tylko mnie :? .
Pewnie masz swoje lata, pewnie wiesz co mówisz, pewnie……, nie znaczy na pewno ;) .

Widzisz, Mikołaj Rej był „ojcem piśmiennictwa polskiego”, ciebie zaś gregg spokojnie można nazwać „ojcem humorystycznej teorii obrażania”. Szkoda tylko że nie przejdziesz jak ten pierwszy, do historii polski, przynajmniej tej lepszej historii :razz: .

gregg napisał/a:
Ps jeszcze jedno. Napisz prosze które z określeni jest niekulturalne? Stare czy babki?


Wychowano mnie w duchu poszanowania osób starszych, dla mnie stwierdzenia; stare babki, czy moherowe berety są….., ale co ja Ci tam będę tłumaczył, Ty przecież swoje wiesz.
Ja osobiście powiedziałbym chociaż, przepraszam, ale to słowo, to pewnie za wysokie progi, na niektóre nogi.
Bez obrazy, to nic obraźliwego, to tylko takie humorystyczne stwierdzenie :twisted: . Ale i tak przepraszam :oops: .
Na tym kończę kwestię etyczną, odbiegamy od tematu :| .

Gregg Sparrow - 2008-02-12, 17:39

Napisałem "stare babki" i podniosła sie wrzawa. Nikt natomiast nie spojrzał że w nicku Zygmunt Stary jest to samo słowo
Więc skoro "stare babki" jest określeniem obrażającym babki to określenie "Zygmunt Stary" jest również obraźliwe dla Zygmunta.
Stąd wnioskuję o zmienę nicku Zygmunta Starego na Zygmunt Młody
Nooo teraz to sie nadaje do działu humor a juz właściwie tam jest. Ale widocznie tam nie trafiłeś więc powtórzę jeszcze raz.
Nadal uważam że nie mam za co przepraszać.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group